 | | Taa..Jestem soba ! Każdy z nas miał w życiu okresy, kiedy czuł się zagubiony
i odrzucony. Nie był z siebie zadowolony, nie był zadowolony
ze swoich relacji i związków,nie był zadowolony ze swojego życia.
Szukał porad psychologicznych, przyjacielskich, życiowych.
Jedna z najczęściej proponowanych i najbardziej uniwersalnych recept,
zarówno przez profesjonalistów, którzy utrzymują się z prostowania
ludziom ścieżek życiowych i osobowości, jak i przez „sól ziemi”
brzmi „BĄDŹ SOBĄ”!
Urocze. Niezaprzeczalnie mądre. I takie proste, rzeczowe, konkretne.
Tylko co też, u licha, znaczy \"być sobą\"?
Przecież ja nie mam bladofiołkowego pojęcia, kim jestem.
Czy w ogóle ktokolwiek to wie (może poza jakimś promilem
\"oświeconych\")? Czy jest taki moment w życiu, w którym ludzie sobie
mówią: okej, czas szukania siebie się zakończył,
teraz już jestem „jasny i gotowy”?
Czy to, kim jestem w tej chwili jest mną? A przecież kilka lat temu
byłam inna. A przecież to, jaka jestem w tej chwili, wyniknęło z rzeczy,
które na pewno nie można nazwać mną - z wychowania, socjalizacji,
wpływów środowiska, konfrontacji z innymi ludźmi i wydarzeniami,
światopoglądów i zachowań, z jakimi się spotykałam. Niektóre z nich
przyswoiłam jako \"własne\", a niektóre odrzuciłam jako \"obce\" - ale czy te,
które przyswoiłam stały się \"mną\"? A może za rok zmienię zdanie,
znowu w wyniku zewnętrznych wpływów i wtedy cóż - amputuję kawałek
\"siebie\" i dolepię do \"siebie\" inny kawałek? |